Skoro coś się wydarzyło trzeci raz, to jest to chyba już tradycja, co? Oczywiście. Zatem wpis ten należy zacząć tak, jak poniżej.

Tradycyjnie już, w okolicach 8 marca, w tym roku wyszło z kalendarza, że był to 9 marca, zorganizowaliśmy Dzień Kobiet w kajaku. Spływ z dedykacją dla pań, choć facetów nikt wiosłami od rzeki nie odganiał.

Tradycyjnie też, do spłynięcia został wybrany dość ciekawy odcinek Przemszy. Start w Sosnowcu z Trójkąta Trzech Cesarzy. Meta po 13 kilometrach w Dziećkowicach. Odcinek ciekawy, bo rzeka jest dość zmienna. Na jest początku spokojnie z przyjemnym nurtem. Pod mostem cudów odrobinę adrenaliny dostarcza bystrze Gruchy, które należy spływać po rozpoznaniu i z asekuracją, a jak ktoś czuje się mniej pewnie, to niech przeniesie kajak lewym brzegiem. Dalej Przemsza znowu jest spokojna i leniwa, aż do rozlewiska z zatopionym, umarłym lasem. Wystające kikuty pni drzew robią postapokaliptyczne wrażenie i dobre tło do pstrykania zdjęć. Potem rzeka pięknie przyśpiesza i dostajemy śliczną, szybką „jazdę” po długich, łagodnych bystrzach, by w końcu, po odrobinie spokojnej wody, wylądować na wysokości północnego krańca Zbiornika Dziećkowice, pod mostem autostrady A4. Meta. Fajna zabawa. Warto.

Na miejscu startu było nieco tłoczno, bo oprócz nas, kajakarzy z Tołhaj-GDK i naszych gości, tego dnia zebrali się tam też rowerzyści. Był czas na rozmowy między członkami obu grup. Oni chwalili nasze kajaki, my przerzutki w ich rowerach. O wymianie sprzętu, koszulek czy pomysłu na rodzaj aktywności tego dnia nie słyszałem.

Spływ zmienia swoją formułę i nazwę. Są plany, by oficjalnie wszedł do kalendarza imprez Tołhaj-GDK. W tym roku zmieniła się nazwa. Od tej edycji spływamy ku pamięci Moniki „Gruchy” Słodczyk, naszej koleżanki i przyjaciółki, która zdecydowanie zbyt wcześnie zakończyła kajakową przygodę i zdobywanie pięknych gór.

Komandorstwo spływu przywitało nas ciepło. Kobiety nieco cieplej, niż facetów, ale wiadomka. Potem omówiony został odcinek, który mamy przepłynąć, poznaliśmy pilota i latarnię. Uczciliśmy minutą ciszy pamięć Moniki „Gruchy” Słodczyk. Ewa odczytała wzruszający wiersz poświęcony Monice…

Rutyna spływowego dnia wyrwała nas z zadumy. Ruszyliśmy wodować się i szamać nasze niedzielne miseczki ryżu, w postaci trzynastu kilometrów rzeki Przemszy.

Szefostwo spływu, też chyba tradycyjnie, zadbało o pogodę. Było ciepło, słonecznie i prawie bez wiatru. No ale czego się nie robi dla umiłowanych żon, dziewczyn czy córek.

Bez strat, no może prawie, bo jedne okulary utonęły i przy dwóch wywrotkach, pełni humoru i świadomości zrobienia dobrej roboty, dotarliśmy do mety. Dziewczyny zostały obdarowane drobnymi upominkami i kwiatami wraz z życzeniami. Jak tradycja, to tradycja. Cała grupa natomiast zjadała pyszne kiełbasy z grilla i wzmocniła się kawą. No cóż. Wszystko fajne ma swój koniec. Do zobaczenia za rok.

Więcej zdjęć z tego spływu

SPŁYWAJ Z NAMI!

red. Marian Kuś


Wiersz dla Gruchy

Moniu – Zobaczę Cię wszędzie
W lustrze wody, z wiosłem w ręku
Na grani, w promieniach słońca
W zieleni liści
W kolorach kwiatów
W deszczu
We mgle o poranku
Z podkową w ręku
W „śmiesznej” koszulce
I w wietrze
Co do ucha szepce…

Ewa Ościłowicz